Lata cierpień i grozy.
    Na kilka dni przed wybuchem II Wojny Światowej zostało zmobilizowanych- systemem alarmowym - 18 rezerwistów rodem z Trościańca. W tym czasie 12 mężczyzn odbywało zasadniczą służbę wojskową, głównie w 52 pp i 22pułku ułanów. 
W pamiętnym dniu 1-go września na wezwanie mobilizacyjne stawiło się ok. 70 młodych ludzi w wieku 20 do 40 roku życia. Tak więc łącznie około 100 mężczyzn stanęło w potrzebie wojennej. 
Połowa z nich brała udział w bezpośrednich działaniach wojennych. 
Większość w bojach, jakie toczyła Podolska Dywizja Piechoty (12) w rejonie Lasów Starachowickich. Szczególnie ciężkie boje toczyły bataliony 52 pułku piechoty, w dniach 6-9 września w rejonie Kotlarki, osiedla Maziarze i Prędocin. W wyniku ataku niemieckiego 3 Lekkiej Brygady Zmotoryzowanej, złoczowski pułk, dowodzony przez płk. Gabrysia, utracił zdolność bojową. 
Na polu chwały poległ wówczas nasz rodak - Józef Olender, zwany pospolicie "Junak" - zawadiacki typ chłopaka wiejskiego. Do niewoli niemieckiej dostali się; Józef Bil, Władysław Dajczak, Wincenty Drozd, Piotr Fedunik, Władysław Olender, Piotr Łokieć, Józef Sierżant, Sylwester Dajczak i Franciszek Żmudź. W szyscy oni szczęśliwie wrócili po zakończeniu wojny do domu, jedynie Piotr Fedunik zginął w obozie jenieckim podczas alianckiego nalotu bombowego. 
Inna grupa naszej młodzieży walczyła w pułkach Podolskiej Brygady Kawalerii, prowadzącej uciążliwe dla wroga boje opóźniające od zachodniej granicy Polski, aż po Tomaszów Lubelski na wschodzie, od 1-go do 22 września. W słynnym 22 pułku ułanów z 
Brodów walczyli podczas tej kampanii: Maciej Wojtyna, Jan Worobiec, Władysław Gierc, Szczepan Trymbulak i wszyscy oni szczęśliwie powrócili, uciekając z niewoli sowieckiej - jako, że ich pułki macierzyste zostały w ostateczności rozbrojone przez Czerwoną Armię. 
Po kilkunastu dniach od wybuchu wojny z Niemcami wszedł w życie pakt Ribbentrop-Mołotow. Dnia 17 września (w niedzielę) 1939 roku cały świat dowiedział się, że Armia Czerwona przekroczyła granicę polsko-sowiecką. Następnego dnia 18 września, na szosie kierunku Załoźce-Zborów, pojawiły się długie kolumny samochodów pełne czerwonoarmiejców. Jechały ciężkie czołgi, liczne zaprzęgi artyleryjskie i inne pojazdy bojowe. Jechali w milczeniu i w pośpiechu, aby jak najszybciej objąć we władanie zagrabione ziemie. Zapanował ogólny chaos. Ludzie związani z miejscową władzą szukali w przerażeniu schronienia dla siebie. W najbliższym miasteczku pojawiły się samozwańcze patrole wyrostków żydowskich i ukraińskich, z czerwonymi opaskami, uzbrojonych w polskie karabiny, którzy prześcigali się w wyłapywaniu żołnierzy w polskich mundurach. Tragiczny dla niektórych był powrót z wojny pod koniec września. 
Niebezpieczne zwłaszcza były samotne powroty naszych żołnierzy przez wsie ukraińskie. 
- "Zdarzały się też przypadki wrogiej postawy cywilnej ludności ukraińskiej wobec rozbitych jednostek polskich. Na terenie Podola dochodziło, gdzieniegdzie do starć, kiedy na ogół z zasadzki zabierano żołnierzom konie i sprzęt wojskowy" (Pisze o tym Ryszard Torzecki w książce: Sprawa ukraińska w czasie II wojny światowej). 
W drodze powrotnej do domu zginęli tragicznie zamordowani przez ukraińskich nacjonalistów: Franciszek Gmytrów, Józef Mielnik, Józef Półtorak (Świątkiewicz) oraz młodszy z "Junaków"- Michał Olender. 
Menu